Dalekowschodnie inspiracje w teatrze Jerzego Grzegorzewskiego. Część I

Kiedy od 2006 roku zacząłem przedzierać się przez materiały ze spektakli Jerzego Grzegorzewskiego, które gromadzone w archiwach teatralnych wołały do mnie tajemniczym głosem, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że głos ten dochodzi z Dalekiego Wschodu.

Przyglądając się pieczołowicie każdej fotografii i każdemu nagraniu spektaklu, słuchając z zamkniętymi oczami rytmu kroków przechodzących przez scenę aktorów i obserwując powolne życie, umieranie i odradzanie się scenografii, narosło we mnie pytanie, które uwierało jak kula tkwiąca w ciele Konsula: kiedy i w jaki sposób Grzegorzewski zaczął inspirować się dalekowschodnią kulturą? Czytaj dalej

Niżyński, Béjart, Bausch – „Święto wiosny”, świętem ofiary

Do dziś najchętniej grywanym spektaklem baletowym jest Święto wiosny z muzyką Igora Strawińskiego. Jest to dzieło, które niewątpliwie weryfikuje kompetencje twórcze choreografów. Do najwybitniejszych realizacji tego baletu należą inscenizacje z choreografiami: Wacława Niżyńskiego (prapremiera, Paryż, 1913), Maurice’a Béjarta (Bruksela, 1959) oraz Piny Bausch (Wuppertal, 1975).

Scena ze „Święta wiosny” w choreografii Wacława Niżyńskiego, Paryż 1913 (źródło: Wikipedia, lic. domena publiczna)
Scena ze „Święta wiosny” w choreografii Wacława Niżyńskiego, Paryż 1913 (źródło: Wikipedia, lic. domena publiczna)

Tym, co jest wspólne w inscenizacjach Béjarta i Niżyńskiego to przedstawienie „pewnych złudzeń, marzeń, pokus, dających się odnaleźć w teatralnym micie” [1], który z czasem staje się historią osobistą, podlegającą zobiektywizowaniu. To znaczy: każdy z nich jest więźniem określonej konwencji, sposobu myślenia, idei odnoszących się do teatru – ale – ulegają przy tym pokusie uprawiania teatru żywego, opierającego się na spontaniczności twórczej. Docierają przez to do źródeł teatru – do jego obrzędowości [2]. Czytaj dalej

Udając życie

Cząstki kobiety w reżyserii Kornéla Mundruczó to przedstawienie, które sformatowane jest dla nas – widzów przywykłych do oglądania telewizyjnych programów paradokumentalnych. Przychodzimy do TR Warszawa nie po to, by obejrzeć przedstawienie, ale na pokaz „udawania życia” w dwuodcinkowej odsłonie, które rozgrywa się w polsatowskim studiu ATM. Mundruczó pozwala sobie na trochę ironii wobec widzów, osadzając ich w przestrzeni studia w charakterze specjalistów od tego typu programów. To lekki pstryczek w nos wymierzony przez reżysera, bo kto z nas chociaż raz nie trwonił czasu, śledząc losy uczestników Big Brothera czy serial dokumentalny Chłopaki do wzięcia?

cząstki kobiety_fot-NK (24)
„Cząstki kobiety”, reż. Kornel Mundruczó, fot. Natalia Kabanow (źródło: materiały prasowe TR Warszawa)

Nie zdradzając zbyt wielu szczegółów, jak w dobrze skrojonej notce w gazecie z programem telewizyjnym pierwszy odcinek można streścić tak: Maja i Lars (Justyna Wasilewska, Dobromir Dymecki) spodziewają się dziecka. Trwają przygotowania do porodu. W czasie rozwiązania dochodzi do niespodziewanych komplikacji. Czy młoda położna (Monika Frajczyk) poradzi sobie z przyjęciem na świat nowego członka naszej planety? Czytaj dalej

Mój ty Boże

„Mój ty Boże” – sformułowanie, używane niegdyś przez panią Stanisławę, repatriantkę z serialu Klan (nieodżałowana Kazimiera Utrata), które zwykle wymawiała w tonie dramatycznego przerażenia – jest najlepszym komentarzem spektaklu Bachantki Mai Kleczewskiej.

Bachantki_1
„Bachantki” wg Eurypidesa, reż. Maja Kleczewska, fot. Magda Hueckel (źródło: materiały prasowe Teatru Powszechnego w Warszawie)

Teatr Powszechny w Warszawie trzyma rękę na pulsie. Dba, aby jego widzowie nie pozostawali z dala od bieżących problemów. Troszczy się o nich już od samego progu. W foyer bachantka Ino (Karolina Adamczyk), którą Kleczewska wywiodła z Czarnego Protestu – w czarnym kostiumie i w spodniach z wycięciem eksponującym jej nagi srom – siedzi na stołku z rozstawionymi nogami. Później przechadza się, trzymając w rękach karabin. Przypatruje się mężczyznom, zaczepia ich i bezczelnie wbija wzrok w ich twarze. W zamian oni, często ukradkiem, przyglądają się jej – zwłaszcza temu, co Adamczyk ma między udami. Czytaj dalej

Sześć tajemnic Jerzego Grzegorzewskiego

Obcowanie z teatrem Jerzego Grzegorzewskiego to obcowanie z tajemnicą. Tajemnicą wynikającą z dystansu jaki dzieli słowo tekstu realizowanego na scenie, z ujrzaną w nim formą i obrazem.

Jerzy Grzegorzewski, 1982 (źródło: Wikipedia, lic. domena publiczna)
Jerzy Grzegorzewski, 1982 (źródło: Wikipedia, lic. domena publiczna)

Każda z form/obrazów/skrótów, używanych w przedstawieniach przez Grzegorzewskiego, miała swoją określoną temperaturę i moc – wypływającą z głębokiego uczucia, intymności i intuicji. W nich było sporo banału, oddania miejsca słowom, które do cna zużyte, mówiły więcej niż niejeden monolog, czy przydługi dialog, np.: „nie można żyć bez miłości”, „życie zmienia” (Powolne ciemnienie malowideł, 1985), czy legendarne „Jutro” (Wesele, 1977). Te sformułowania stawały się odzwierciedleniem nieprzystawalności języka do przeczuć, komunikatami określającymi stan ludzkiej kondycji. Czytaj dalej

Stanisław Radwan zagra nam to kiedyś

Z obawy przed nudą często podejmuje się ryzyko marnowania czasu przy lekturze tak zwanych wywiadów rzek, które najczęściej mają zapewnić rozgłos osobie przepytującej. Jednakże nie dzieje się tak tym razem. Zagram ci to kiedyś… to zestaw fascynujących opowieści toczonych przez Stanisława Radwana – kompozytora, pianistę i legendę polskiego życia teatralnego – w rozmowie z Jerzym Illgiem.

"Zagram ci to kiedyś... Stanisław Radwan w rozmowie z Jerzym Illgiem" (źródło" materiały prasowe wydawnictwa)
„Zagram ci to kiedyś… Stanisław Radwan w rozmowie z Jerzym Illgiem” (źródło” materiały prasowe wydawnictwa)

Panowie rozmawiają w przyjacielskiej atmosferze, konwersacja jest wysoce inteligencka – na krakowską nutę. Najpierw mówią o rodzicach i rodzinnym Makowie Podhalańskim. Później o studiach w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie oraz o nauce „jeden na jeden” u Krzysztofa Pendereckiego. Radwan opowiada dużo o latach wędrówki po Europie, o stypendium artystycznym we Francji, o eksperymentalnej muzyce uprawianej w towarzystwie Pierre’a Schaeffera, a także o pomyśle filmowej rejestracji sylwetek awangardowych muzyków – z Igorem Strawińskim na czele. Czytaj dalej

Scenografia w mroku

We współczesnej krytyce teatralnej mało poświęca się uwagi scenograficznym i kostiumograficznym rozwiązaniom w inscenizacjach teatralnych. Krytyka woli skupiać się na uwypuklaniu aspektów politycznych przedstawienia, rzadko dostrzegając, że scenografia i kostium może mieć takie samo, jak nie większe znaczenie dla interpretacji spektaklu; stanowić może odrębne dzieło, które wpisuje się w intensywny dialog z widzem.

Witold Gombrowicz,
Witold Gombrowicz, „Kosmos”, reż. Krzysztof Garbaczewski, fot. P. Krzakiewicz (źródło: dzięki uprzejmości Narodowego Starego Teatru w Krakowie)

Wychodząc poza prymat reżysera, jako najważniejszego twórcy inscenizacji, scenograf pełni od kilku już dekad o wiele istotniejszą funkcję w konstruowaniu spektaklu – zagląda pod podszewkę rzeczywistości dotykając tajemnic i spraw ostatecznych. Tadeusz Kantor, Józef Szajna, Konrad Swinarski, Jerzy Grzegorzewski – to artyści, którzy łącząc w swojej pracy twórczej funkcję reżysera i scenografa (a także kostiumografa), utworzyli wzór „artysty teatru” – hegemona i demiurga – którego pojawienia się na scenie domagał się Edward Gordon Craig. Czytaj dalej