Sześć tajemnic Jerzego Grzegorzewskiego

Obcowanie z teatrem Jerzego Grzegorzewskiego to obcowanie z tajemnicą. Tajemnicą wynikającą z dystansu jaki dzieli słowo tekstu realizowanego na scenie, z ujrzaną w nim formą i obrazem.

Jerzy Grzegorzewski, 1982 (źródło: Wikipedia, lic. domena publiczna)
Jerzy Grzegorzewski, 1982 (źródło: Wikipedia, lic. domena publiczna)

Każda z form/obrazów/skrótów, używanych w przedstawieniach przez Grzegorzewskiego, miała swoją określoną temperaturę i moc – wypływającą z głębokiego uczucia, intymności i intuicji. W nich było sporo banału, oddania miejsca słowom, które do cna zużyte, mówiły więcej niż niejeden monolog, czy przydługi dialog, np.: „nie można żyć bez miłości”, „życie zmienia” (Powolne ciemnienie malowideł, 1985), czy legendarne „Jutro” (Wesele, 1977). Te sformułowania stawały się odzwierciedleniem nieprzystawalności języka do przeczuć, komunikatami określającymi stan ludzkiej kondycji.

Czytaj dalej

Reklamy

Stanisław Radwan zagra nam to kiedyś

Z obawy przed nudą często podejmuje się ryzyko marnowania czasu przy lekturze tak zwanych wywiadów rzek, które najczęściej mają zapewnić rozgłos osobie przepytującej. Jednakże nie dzieje się tak tym razem. Zagram ci to kiedyś… to zestaw fascynujących opowieści toczonych przez Stanisława Radwana – kompozytora, pianistę i legendę polskiego życia teatralnego – w rozmowie z Jerzym Illgiem.

"Zagram ci to kiedyś... Stanisław Radwan w rozmowie z Jerzym Illgiem" (źródło" materiały prasowe wydawnictwa)
„Zagram ci to kiedyś… Stanisław Radwan w rozmowie z Jerzym Illgiem” (źródło” materiały prasowe wydawnictwa)

Panowie rozmawiają w przyjacielskiej atmosferze, konwersacja jest wysoce inteligencka – na krakowską nutę. Najpierw mówią o rodzicach i rodzinnym Makowie Podhalańskim. Później o studiach w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Krakowie oraz o nauce „jeden na jeden” u Krzysztofa Pendereckiego. Radwan opowiada dużo o latach wędrówki po Europie, o stypendium artystycznym we Francji, o eksperymentalnej muzyce uprawianej w towarzystwie Pierre’a Schaeffera, a także o pomyśle filmowej rejestracji sylwetek awangardowych muzyków – z Igorem Strawińskim na czele.

Czytaj dalej

Doktor Faustus – chwila śmierci Adriana Leverkühna #mikro-eseje

Adrian Leverkühn zaprasza gości na swój występ – prezentację dzieła muzycznego pt. Lament Doctoris Fausti. Przybywający do Pfeiffering goście wolno, lecz miarowo – na znak dany przez kompozytora swojemu przyjacielowi Serenusowi Zaitblomowi – wkraczają do wnętrza pokoju, w którym przy owalnym, ciężkim stole jest już obecny Adrian Leverkühn.

Tomasz Mann (źródło: Wikipedia, lic. domena publiczna)
Tomasz Mann (źródło: Wikipedia, lic. domena publiczna)

W absolutnej ciszy i oczekiwaniu kompozytor zaczyna swoją przemowę, która z początku jest traktowana przez słuchaczy jako wstęp do mającego zaraz nastąpić koncertu. Istotnie, Leverkühn zaczyna mówić w monotonny sposób, przypominający muzyczną uwerturę. Jest to jego operowe wystąpienie – lament wyśpiewywany wobec zgromadzonej publiczności.

Czytaj dalej

Mieczysław Wasilewski

Rozpoczynamy serię prezentacji twórców okładek książkowych – tych znanych i mniej znanych – którzy działają i działali w różnych okresach rozwoju życia książki i grafiki wydawniczej XX wieku. Cykl inauguruje Mieczysław Wasilewski.

Czytaj dalej

Scenografia w mroku

We współczesnej krytyce teatralnej mało poświęca się uwagi scenograficznym i kostiumograficznym rozwiązaniom w inscenizacjach teatralnych. Krytyka woli skupiać się na uwypuklaniu aspektów politycznych przedstawienia, rzadko dostrzegając, że scenografia i kostium może mieć takie samo, jak nie większe znaczenie dla interpretacji spektaklu; stanowić może odrębne dzieło, które wpisuje się w intensywny dialog z widzem.

Witold Gombrowicz,
Witold Gombrowicz, „Kosmos”, reż. Krzysztof Garbaczewski, fot. P. Krzakiewicz (źródło: dzięki uprzejmości Narodowego Starego Teatru w Krakowie)

Wychodząc poza prymat reżysera, jako najważniejszego twórcy inscenizacji, scenograf pełni od kilku już dekad o wiele istotniejszą funkcję w konstruowaniu spektaklu – zagląda pod podszewkę rzeczywistości dotykając tajemnic i spraw ostatecznych. Tadeusz Kantor, Józef Szajna, Konrad Swinarski, Jerzy Grzegorzewski – to artyści, którzy łącząc w swojej pracy twórczej funkcję reżysera i scenografa (a także kostiumografa), utworzyli wzór „artysty teatru” – hegemona i demiurga – którego pojawienia się na scenie domagał się Edward Gordon Craig.

Czytaj dalej

Ślub na pokładzie

Pamięci Eimuntasa Nekrošiusa
21 listopada 1952 roku – 20 listopada 2018 roku

Frymuśne obrazy, zaskakujące dźwięki i kabaretowe skecze, rodem z opery żebraczej, to Gombrowiczowski Ślub w reżyserii Eimuntasa Nekrošiusa, którego realizację w Teatrze Narodowym ogląda się jak dobrze skrojony garnitur, mierzony na gorzko pachnącym już trupie. Zewłok inscenizacji, pęczniejący na scenie Bogusławskiego, rozpycha formę markowej garderoby Ślubu i rozciąga niebezpiecznie czas trwania spektaklu do rozmiarów podróży transatlantykiem – na odległy kontynent – ku wybrzeżom Argentyny.

Witold Gombrowicz, "Ślub", reż. Eimuntas Nekrošius, fot. Krzysztof Bieliński (źródło: materiały prasowe teatru)
Witold Gombrowicz, „Ślub”, reż. Eimuntas Nekrošius, fot. Krzysztof Bieliński (źródło: materiały prasowe teatru)

Nekrošius nie podąża wiernie za propozycjami Gombrowicza zapisanymi w didaskaliach. W jego koncepcji, akcja spektaklu rozgrywa się w ładowni statku, którą wypełniają szmuglowani bohaterowie dramatu – poruszający się na tle lichej prostokątnej konstrukcji. Jest nią ściana z niewielkimi kolorowymi oknami i jednym dość szerokim wejściem. Nad nią wysoko zawieszono wieniec z liści laurowych (chyba pozostałość po uroczystym chrzcie statku?). Przed tą konstrukcją Ojciec (Jerzy Radziwiłowicz) i Matka/Mania (Danuta Stenka) siedzą na krzesłach połączonych liną, które wiązane są supłami żeglarskimi. Zawieszają na niej tabliczki z napisami: Czekamy, Zaraz wracam, Ślisko, a na którejś z ostatnich: Nie wrócę. Czekają, jak funkcjonariusze punktu granicznego, jak SS-mani odprawiający swoich przyjaciół w daleki rejs.

Czytaj dalej

Vernon Subutex, czyli strategia zsypu

Trudno jest się zorientować, dokąd zmierza Vernon Subutex – tytułowy bohater trzytomowej powieści Virginie Despentes, utworu, którego sceniczną adaptację przygotował w krakowskim Teatrze Słowackiego duet Jolanta Janiczak – Wiktor Rubin. Eksmitowany z domu i spakowany do jednej walizki postpunkowiec Subutex przemierza scenę, szukając celu, ale nie wiadomo jakiego. Twórcy nie pomagają mu go dostrzec, a wręcz przeciwnie. Kierują go na margines – do zsypu – tam, gdzie wyrzuca się rzeczy, które przestały być użyteczne i nikomu już nie służą.

Virginie Despentes, „Vernon Subutex”, reż. Wiktor Rubin, fot. Monika Stolarska (źródło: materiały prasowe teatru)
Virginie Despentes, „Vernon Subutex”, reż. Wiktor Rubin, fot. Monika Stolarska (źródło: materiały prasowe teatru)

W tej przestrzeni, stworzonej przez scenografa Michała Korchowca, znajdują się przede wszystkim ludzie będący ofiarami władzy, która przemocą pozbawiła ich siły do przeciwstawienia się systemowi zbudowanemu przez „najlepszych przedstawicieli narodu”. Obszar ten wypełniony jest także ich pragnieniami, które ujście znajdują w świecie wirtualnym – na forach internetowych, fan page’ach, portalach randkowych i w hejterskich komentarzach. To właśnie Vernon Subutex staje się pierwszą ofiarą społeczeństwa wirtualnego, z którym podejmuje grę w realu.

Czytaj dalej